Słomiany zapał odezwał się na drugim dniu

Przyszło szybciej, niż myślałem. Rano głowa już podsuwała gotowe wymówki: noga boli, mięsień ciągnie, jeden dzień przerwy nic nie zmieni. Znam ten głos — to dokładnie ten sam, który wcześniej wygrywał za każdym razem. Dziś nie wygrał. Wszedłem na bieżnię, potem trening siłowy. Mięsień w nodze dawał o sobie znać przez całą sesję, więc odpuściłem ciężar, ale nie odpuściłem treningu. Skończyłem wszystko, co miałem zaplanowane.

Najdziwniejsze jest to, co przyszło potem. Samopoczucie lepsze niż od dawna — nie euforia, tylko spokój człowieka, który dotrzymał słowa samemu sobie. I to jest cała lekcja z dnia drugiego: zapał nie jest paliwem, tylko pogodą. Raz jest, raz go nie ma. Trening ma się odbyć niezależnie od pogody. Ból w nodze każe mi być ostrożnym i będę go obserwował, ale wymówka i kontuzja to nie to samo — i muszę nauczyć się je rozróżniać, zanim jedna zacznie udawać drugą.