Pierwszy odnotowywany dzień odchudzania

Dzień pochmurny, deszczowo, więc i brak weny na trening. Ale muszę się przemóc i nie załamywać — biorę sprawy w swoje ręce. Zaczynam od marszu na bieżni przez 50 minut. Po obiedzie znów zmuszanie się, żeby zrobić trening siłowy — ale udało się, sesja zaliczona. Jest moc.

Wiem, że sam zapał nie wystarczy — u mnie zawsze gasł po kilku dniach. Dlatego robię to jawnie, tutaj. Jeśli ktoś to czyta i zna to uczucie, to jest nas dwóch, którzy próbują nie odpuścić. A skoro dzień jest tu policzony i zapisany, trudniej go olać — i o to właśnie chodzi. Ten dziennik ma mnie napędzać do działania.