Demon mówił przestań

Pogoda pod psem, a mimo to jeden z tych dni, które w środku wyglądają lepiej niż za oknem. Samopoczucie ciężkie, ale dobre — czuję się lżejszy i silniejszy. Wiem, że po kilku dniach to jeszcze nie ciało, tylko głowa. Ale nie odbieram sobie tego uczucia, bo ono napędza. Jak już coś ma mną kierować, to niech to będzie to.

Z jedzeniem dziś krucho i muszę to zapisać uczciwie, zanim sam sobie to wygładzę. Apetytu zero, zjadłem mało — a to, co powinno być plusem, zamieniłem w minus, bo kalorie nadrobiłem chipsami i colą. Wiem, jak to wygląda, i wiem, że to dokładnie ten mechanizm, który już raz mnie podchodził: mało jem, więc głowa uznaje, że należy jej się nagroda. Notuję to tutaj, żeby za tydzień nie udawać, że nie było sygnału.

Za to trening wszedł cały i czuję każdą partię, więc zadziałał. W połowie odezwał się on — ten głos, który mówi „przestań, wystarczy”. Znam go. Wspinam się dalej. Każde powtórzenie ponad ten głos jest warte trzech zrobionych, kiedy jest lekko. Mój demon mówił przestań. Ja wspinałem się dalej. Jest moc. Powodzonka wszystkim, którzy dziś też robią swoje mimo głosu w głowie.