Przerwa była dłuższa, niż planowałem. Powód mam jeden: sam sobie ją zafundowałem.
Co się stało od lipca
W wakacje byłem dwa tygodnie na urlopie. Bez treningu, bez pilnowania czegokolwiek. Po powrocie chciałem to szybko nadrobić. Za szybko. Zamiast wejść w rytm spokojnie, dołożyłem ciężaru, serii i dni treningowych, bo głowa mówiła: masz opóźnienie, goń.
Ciało to rozliczyło. Przetrenowałem kilka mięśni naraz i uszkodziłem bark, środkowy akton naramienny. Do tego przyszła choroba. Wylądowałem na tym, od czego uciekałem: bez treningu i bez rytmu, tylko że tym razem nie z wyboru.
Co z tego wynika
Wiem, że chcąc osiągnąć efekty szybciej, cofam się, a nie przyspieszam. Zrobiłem to już wcześniej i wyszło tak samo. Różnica jest taka, że dziś zapisuję to od razu, zamiast udawać, że przerwa była planowana.
Z tej całej serii jedno zostało nietknięte: alkohol i papierosy. Przez wakacje, chorobę i słabszy czas nie wróciłem do żadnego z nich. To jest to, co się liczy.
Plan
Od poniedziałku 12.10 wracam do treningów. Zaczynam lżej, niż pozwala mi ego, a barku na razie nie trenuję wcale. Podkręcam dopiero wtedy, gdy ciało to udźwignie. Żadnego nadrabiania.
Wpisy będą wracać co 2–3 dni, krótko i na bieżąco. Kolejny wkrótce.