Nie zacząłem tego dziennika, bo obudziłem się pewnego dnia zmotywowany. Zacząłem, bo miałem dość.
Dość ciągłego zmęczenia. Dość zasypiania w środku dnia, mimo że niby wystarczająco spałem. Dość bólu, który stał się tak normalny, że przestałem go nawet nazywać bólem — po prostu tak już było. W pewnym momencie zdrowie przestało być czymś, co „kiedyś ogarnę” i stało się czymś, co trzeba było ogarnąć teraz, bo dalej się nie dało.
Mam na imię Rafał, mam 35 lat — to chyba jedyne rzeczy, które zdradzę wprost. Reszty — twarzy, szczegółów z życia prywatnego — raczej tu nie znajdziesz.
Ten dziennik nie pokazuje mojej twarzy — i to nie jest przypadek ani wstyd. To nie jest historia o tym, jak wyglądam. To jest log z procesu — liczby, nawyki, dni, decyzje. Twarz nic by tu nie dodala, a odjęłaby mi trochę spokoju, żeby po prostu robić swoje.
Na co dzień pracuję fizycznie, a po godzinach dorabiam online. To akurat daje ciekawą perspektywę — widzę na własnym ciele, co znaczy zaniedbanie fizyczne w pracy, w której ciało jest podstawowym narzędziem. Prywatnie interesuję się filmami, nowinkami AI i testowaniem różnych projektów online — ale to zdecydowanie temat na inny dzień, nie na ten dziennik.
Nie jestem trenerem, dietetykiem ani terapeutą uzależnień. Jestem kimś, kto pewnego dnia spojrzał na swoje życie — na zmęczenie, na ból, na to jak się czuł rano — i uznał, że dalej tak być nie może.
To nie jest historia motywacyjna. To log z pola walki.
Nie znajdziesz tu gotowych haseł ani obietnic „10 dni i będziesz nowym człowiekiem”. Znajdziesz surowe dane, dni policzone jeden po drugim, i szczerość o tym, co działa, a co nie. Jeśli szukasz kogoś, kto to koloryzuje — nie tutaj. Jeśli chcesz zobaczyć, jak to wygląda naprawdę — zostań.