Ustalony rytm tygodnia: bieżnia 55 min sześć dni w tygodniu, trening siłowy 3x i kalistenika (całe ciało) 3x w tygodniu, niedziela to dzień odpoczynku. Każde ćwiczenie w schemacie 3 serie po 12 powtórzeń, docelowo 4×12. Średnie dzienne spożycie: ok. 2500 kcal.
Bieżnia zawsze 55 min. Siłowy i kalistenika (całe ciało) na przemian. Każde ćwiczenie: 3 serie po 12 powtórzeń, docelowo 4 serie. Niedziela wolna.
Czuję tę moc — nawet z bólem piszczela, przez który rozbiłem bieżnię na dwie krótsze sesje zamiast jednej długiej. Wszystkie walki z demonami wygrałem, co do jednej. Mniej zmęczenia, mniej senności w ciągu dnia. Robi się lżej — jeszcze nie na wadze, bo ta stoi w miejscu, ale w środku czuć różnicę.
Tydzień prawie w całości utrzymany — z jednym wyjątkiem: jeden dzień wypadł przez ból nogi. Nie odpuszczenie, decyzja. Lepiej oddać jeden trening, niż stracić dwa tygodnie na urazie. Poza tym samopoczucie dobre, żadnego dnia wyrywanego siłą. Waga stoi w miejscu, ale w środku różnicę czuć: mniej senności, więcej energii. To już nie zryw na zapale, tylko rytm — który tym razem sprawdził się nawet wtedy, gdy trzeba było zrobić krok w tył.
Sprzęt: sztanga, hantle, bieżnia (dom). Każde ćwiczenie 4×12. Bieżnia 2×35 min, pochył 6° — pn, wt, cz, pt. Niedziela wolna.
Jeden dzień przerwy przez nogę to nie porażka — to różnica między mądrym a upartym. Rytm zniósł krok w tył i nie rozsypał się. Kiedyś jeden opuszczony dzień był początkiem końca. Dziś jest jedną linijką w logu.
Czwarty tydzień w rytmie — i pierwszy, w którym rozchwiany talerz ani razu nie ruszył treningu. Raz zjadłem za mało, bo apetyt nie przyszedł, raz za dużo — a plan i tak został wykonany co do dnia. O tę zmianę mi chodziło: jedzenie i trening przestały siedzieć na jednym przełączniku. Waga stoi, ale senność w środku dnia zniknęła, a schody przestały być wydarzeniem. Rytm zniósł kolejny tydzień bez rysy.
Sprzęt: sztanga, hantle, bieżnia (dom). Każde ćwiczenie 4×12. Bieżnia 2×35 min, pochył 6° — pn, wt, cz, pt. Split push / pull / nogi bez zmian; jeśli waga dalej stoi, tnę wieczorne przekąski, nie trening. Niedziela wolna.
Tydzień bez ani jednego opuszczonego treningu, choć jedzenie skakało w obie strony. Kiedyś jeden dzień za mało albo za dużo rozwalał cały tydzień. Dziś to dwie linijki w logu, nie wykolejenie. Rytm robi robotę.